17.3.18

Sucza natura | rozdział 17

2 komentarze
Żyję. A może to tylko sen? Śnię na jawie. Tak, na pewno. Ale czy po śmierci są sny? Myślę nielogicznie. Nic nie pamiętam. Boli mnie. Nie umiem skonkretyzować co. Po prostu czuję ból.

Po chwili udaje mi się ustalić w jakiej pozycji znajduje się moje ciało. Leżę. Jest mi ciepło i wygodnie. Nadal nie pamiętam, jak się tu znalazłam, jak przeżyłam. Ostatnim wspomnieniem w mojej głowie jest moja śmierć. Przynajmniej tak mi się zdawało. Że umieram.

Zdaję sobie sprawę z tego, że mam zamknięte oczy. Otwieram je z wysiłkiem, jednak zaraz potem znów je zamykam, kiedy światło mnie oślepia. Z moich ust wydostaje się jęk. Nie kontroluję tego.

Chcę spać. Nie chcę żyć. 

Znów otwieram oczy. Jestem w szpitalu. Albo po prostu w białym pomieszczeniu. A może to słońce tak mnie oślepia?

Dochodzą do mnie głosy. Słyszę dziwne słowa. Coś tu szumi. Ktoś krzyczy w oddali.

Widzę dwóch mężczyzn w drzwiach. Mają białe fartuchy. Podchodzą do mnie. Nie mogę się ruszyć, coś mnie trzyma. Niezdarnie przechylam głowę w bok. Ciągle widzę jak zza mgły. Mam zmącony umysł.

- A to nasz najcięższy przypadek. Trafiła tu po hospitalizacji, po wypadku samochodowym, wybudzona ze śpiączki po dwóch tygodniach. Przebywa tu od pięciu lat. Nie udało nam się z nią skontaktować. Jej stan jest stabilny, ale nie najlepszy. To jest Julia, córka schizofreników, genetycznie obciążona, dająca objawy choroby psychicznej z zaburzeniami schizofrenicznymi. Chyba żyje we własnym świecie.

Nie mylił się.

Koniec.

16.3.18

Sucza natura | rozdział 16

Brak komentarzy
Skupiam się na swoim oddechu.

Wdech.

Wydech.

I tak w kółko. Po parunastu razach przestałam liczyć. Przegrałam.

Berenika znęca się nade mną psychiczne i fizycznie. Wlewa w moje ciało substancje niezbędne do życia przez cienkie rurki wbite w ramię. Zacewnikowała mnie, kontrolując moje potrzeby wydalania.

Zapadam w apatię. Serce bije mi równomiernie, dopóki ona nie przychodzi. Wtedy, w wielkim podnieceniu, nie ma mowy o stałym pulsie. Zaczęłam snuć historię o Piotrze w głowie. Myśli Berenika nigdy mi nie zabierze.

Znów przychodzi. Przez galaretkę nie widzę szczegółów. Zapomniałam już, jaki mam dźwięk głosu.

- Witaj, suczko - mówi kobieta.

Jej głos jest lekko zniekształcony przez zieloną substancję, ale wyraźnie dociera do moich uszu.

Mam ochotę krzyczeć, a potem powalić ją na ziemię, sprawić, by cierpiała. Zabić ją. W najbardziej bolesny sposób. Przedłużać jej cierpienia. Tak, jak ona robi.

Pewnie mnie zabije, bo po co jej ja? Ma mnóstwo ludzi pod sobą, może mieć każdego i z każdego zrobić niewolnika. Gdy jej się znudzę, pozbędzie się mnie, a na moje miejsce trafi inny nieszczęśnik.

- Dzisiaj chcę na tobie poeksperymentować. - Uśmiecha się. Nie jestem w stanie tego dojrzeć, ale wiem, że to robi. - Będę wbijać ci igiełki w ciało, a ciebie będzie boleć.

Serce zaczyna mi mocniej bić. Czuję przykry ucisk w brzuchu. Nie lubię igieł. Nie ufam jej. A jak mnie uszkodzi? Nie chcę, żeby cokolwiek mi wbijała. Mam już jedną rurkę w sobie. Wystarczy.

Chcę krzyczeć, a nie mogę nawet ust otworzyć. Jestem tak straszliwie bezsilna i poddana temu okrutnemu człowiekowi, że zbiera mi się ma płacz.

Kobieta wkłada rękę w galaretkę i masuje moje udo. Po chwili czuję ukłucie i ból. Nie jest duży, ale nie chcę go wcale. Lekko krzywię się w grymasie. Na tyle, na ile pozwala mi breja, okalająca mi twarz.

Kolejne igiełki wbijane są w moje udo, tworząc jakiś wzór, widoczny tylko dla Bereniki. Z każdym wkłuciem boli mnie coraz bardziej, chociaż igły przebijają tylko parę warstw skóry i wychodzą z niej po paru centymetrach.

Pamiętam, jak w dzieciństwie bawiłam się tak, wbijając szpilkę w opuszek palca. Były to  beztroskie czasy, które teraz wydają mi się tak odległe, że mam wątpliwości, czy to się działo naprawdę.

Przez chwilę myślę o tym, czy mama i tata żyją. I czy żyje Piotr... Tęsknię za nim. Mam nadzieję, że, mimo tego, co mówiła Berenika, przeżył.

Nie myślę jednak długo, bo znów czuję nasilający się ból, który mąci umysł.

Nie wiem, ile czasu kobieta bawi się moim ciałem. W końcu jednak wyciąga ze mnie całą stal. Nie czuję ulgi, boli mnie wciąż, choć ten ból jest coraz mniej odczuwalny.

- Ale z ciebie szmata - cedzi kobieta. - Jesteś nic nie wartą suką. Twój Piotruś pan zdechł, teraz czas na ciebie.

O co jej chodzi?, myślę gorączkowo. Najpierw się mną dobrze bawiła, a teraz nagle chce mnie zabić?

Widzę, jak jej dłonie zbliżają się do mojej twarzy. Jedną zasłania mi nos, a drugą usta. Pozbawia mnie powietrza.

Duszę się. Nie zdążyłam nawet wziąć głębokiego oddechu. Brakuje mi tlenu, płuca pieką mnie niemiłosiernie. Nie mogę się nawet szarpać. Nie mogę walczyć. Jestem na przegranej pozycji.

Jeszcze niedawno zabijałam czas licząc oddechy. Już nigdy się tak nie pobawię. Nie mogę policzyć moich ostatnich wdechów, bo umrę na ich brak.

Zaciskam mocno oczy. Słyszę śmiech Bereniki. Jak przez mgłę. Szyderczy, bezlitosny chichot. Nienawidzę jej.

Okropnie mnie boli. Rozsadza mi klatkę piersiową. Ból mnie rozrywa. Piecze, jak miliony małych igiełek wbijanych w płuca.

I umieram.

15.3.18

Sucza natura | rozdział 15

Brak komentarzy
Nie widzę. Nie słyszę. Nie czuję. 

Gdzie ja, do cholery, jestem? Próbuję poruszyć jakąś częścią ciała, jednak nie udaje mi się. Oddech mi przyśpiesza. Zaczynam panikować. 

Nic nie pamiętam. Oczami krążę dookoła, ale nie dostrzegam niczego, żadnego jaśniejszego punktu. 

Umarłam? Tak jest po śmierci? Nie chcę spędzić tu wieczności!

Nagle wychwytuję jakieś odgłosy. Otwieram oczy. Ciągle miałam je zamknięte? Jakim cudem tego nie zauważyłam? 

Obraz jest zamazany. Widzę przez zieloną mgłę. Nadal nie mogę drgnąć. 

- Julia, kotku, witaj. 

Słyszę jakiś głos. Widzę nawet osobę, która mówi. Nie rozróżniam żadnych szczegółów. Wiem tylko, że jest ubrana na biało. Dlaczego ciągle mam przed oczami tą mgłę? Mrugam kilka razy, ale nie poprawia się. 

- Spokojnie, skarbie - mówi kobiecy głos. - Wiem, że nie możesz się ruszać. Jesteś w naszym najnowszym wynalazku. 

To Berenika. Znam jej głos. Jest jadowicie uprzejmy. Mógłby zabijać. Usiłuję coś powiedzieć, ale nie potrafię otworzyć ust. 

- Nie trudź się, złotko - oznajmia Berenika. - Opowiem ci teraz wszystko, ale masz być grzeczna. - Śmieje się. - Cóż, chyba nie możesz być teraz niegrzeczna. - Chrząka. - Niedawno zaprojektowaliśmy specjalną substancję, która pozwala całkowicie unieruchomić niewolnika, ale przenika przez nią tlen, więc można oddychać, gdy jest się w środku. 

Próbuję chociaż drgnąć, ale mogę tylko ruszać oczami. 

- Jest elastyczna i dość wygodna. Mam nadzieję, że nic cię nie uwiera. 

Niemal widzę, jak się uśmiecha z okrucieństwem. 

- Mogę teraz zrobić z tobą wszystko. Wszystko, co tylko, kurwa, zapragnę! - wrzeszczy. - Mogę cię bić, głodzić, podduszać, mogę nawet odkroić ci nogę lub zabić, a ty i tak nie będziesz mogła się ruszyć, pierdolona dziwko! Chciałaś uciec ode mnie, mimo że dałam ci dom, dałam ci rozkosz, wszystko ci dałam, a ty mnie zdradziłaś. Zdradziłaś mnie z Piotrem, tym sukinsynem. Mówiłam mu, że tego pożałuje, pantofel jeden. Pewnie już nie żyje. 

Serce mi na moment zamiera. Do oczu zaczynają napływać łzy. Nie boję się jej. Nie czuję strachu. Jestem smutna z powodu Piotra. Naprawdę go lubiłam... Lubię. Jaki tu czas zastosować? Mam nadzieję, że nie cierpiał, gdy umierał. Ale najbardziej chcę wierzyć w to, że żyje. I że mnie uratuje. 

- Dzisiaj będę dobra dla ciebie - kontynuuje kobieta. - Nie chcę cię przestraszyć zbyt szybko. Pozwolę ci teraz mówić, ale gdy odstawisz jakiś numer, z powrotem będziesz warzywem. 

Nagle rozstępuje się przed moimi oczami zielona substancja. Zaczynam widzieć normalnie. Słyszę swój oddech. Odchrząkuję i pluję wydzieliną gdzieś przed siebie. Patrzę na Berenikę. Przygląda mi się z zadowoleniem. 

- I co, mała szmatko? Podoba ci się? - pyta. 

Ma fioletowe włosy, sięgające ramion. Musiała się przefarbować od czasu, kiedy ostatni raz ją widziałam. 

- Jesteś najgorszym człowiekiem, jakiego znam - wyduszam jej prosto w twarz. 

- Oj tam, nie przesadzaj. Pocałuj mnie, albo źle się to dla ciebie skończy. - Zbliża swoją twarz ku mnie. 

Czuję ciepło jej warg na moich. Nie chcę dodatkowych kłopotów. Może gdy będę grzeczna, wypuści mnie na moment, a ja wtedy ucieknę, albo zamorduję ją z zimną krwią. Oddaję pocałunek, jednak nie wkładam w to żadnych emocji. Jedyne, co czuję, to obrzydzenie do tej kobiety. W końcu odchyla się ode mnie. 

- Złapaliśmy was, gdy próbowaliście przejechać przez pierwszą granicę - mówi. - Piotra od razu zaprowadzono do lochów w Biurze Dowodzenia, a ciebie zanieśli do mnie. I dobrze zrobili, nie chciałabym, żebyś umarła bez cierpienia. 

- Dlaczego mi to robisz? - pytam bezsilnie. 

Tak bardzo chciałabym jej przywalić w twarz, tak chętnie patrzyłabym, jak z jej nosa wypływa stróżka krwi. Jak jej zęby toczą się po podłodze. 

- Bo mnie się nie ucieka, słonko - odpiera. - A teraz się tobą pobawię. 

Zielona galareta napływa mi na twarz, a ja nie zdążam nawet prosić, by tego nie robiła. Znów widzę przez mgłę, co mnie coraz bardziej irytuje. 

- Teraz włożę ci do cipki wibrator - mówi. 

Czuję, że galareta ugina się od ręki, którą Berenika w niej zanurza. Dotyka mojego ciała. Dlaczego ona może się ruszać w tej brei, a ja nie? Wkłada do mojego wnętrza wibrator, który zaczyna się poruszać. Jej palce pieszczą przez chwilę moją łechtaczkę, po czym znów nic nie czuję, prócz wibracji wewnątrz mnie. 

Jestem taka bezsilna. Nie mogę nic zrobić. Teraz dopiero jestem prawdziwym niewolnikiem, niezdolnym do żadnych działań. Tak bardzo chcę wolności. Piotr był dla mnie naprawdę dobry, nie to, co ta kobieta. 

Kolejny raz czuję jej dotyk na łechtaczce. Dopiero po chwili dostrzegam, że to nie jest jej dłoń, tylko jakiś przedmiot, który zaczyna drażnić mój wrażliwy punkt. Już po chwili jestem podniecona. Nie chciałam do tego dopuścić, ale ciężko mi zapanować nad ciałem. Nie potrafię powstrzymać się od wydalania soków z kobiecości. 

Już mam dojść, kiedy Berenika zabiera wibrujące urządzenie z łechtaczki. 

- Myślałaś, że ot tak ci pozwolę? - śmieje się. - Nic z tego, skarbie! To będzie długa zabawa!

14.3.18

Sucza natura | rozdział 14

Brak komentarzy
Następnego dnia poznaję cały dom. Piotr oprowadza mnie po nim i rozmawia ze mną swobodnie na każdy temat. Jest dla mnie bardzo miły. Opowiada mi o swoim życiu, ale ostrożnie waży słowa.

- Kiedyś byłem kapralem. Podbijaliśmy nowe ziemie. To był okres ciężkich wojen. Jeszcze zanim się urodziłaś.

Chodzimy właśnie po pokoju z mnóstwem książek. Regały ciągną się pod ścianą i przecinają pomieszczenie na pół. Trzeba między nimi kluczyć, by dojść do ściany naprzeciwko drzwi.

W niej również jest otwór. Przechodzimy nim do kolejnego pomieszczenia.

- Z zimną krwią mordowaliśmy bezbronnych ludzi. Miasto było ostoją pokoju. Nie doszły tu żadne walki, nikt nie chciał zagrozić mieszkańcom - ciągnie swą opowieść Piotr. Ma smutny wzrok. - Niedawno Berenika przekonała naszych żołnierzy, którzy mieli bronić Miasta, aby się do niej przyłączyli i zdominowali naszą kopułę.

- Kopułę? - pytam, nie rozumiejąc o co chodzi.

- Miasto i jego okolice po Wielkiej Wojnie zostały zabezpieczone ogromną kopułą, dzięki której wciąż możemy tu żyć - tłumaczy mężczyzna. - Wojna, która teraz być może jeszcze gdzieś się tli, zniszczyła świat. Zostały tylko małe osady ludzi, starających się przeżyć w wypalonym przez bomby świecie. Istnieje też parę miejsc takich jak to. - Zrobił przerwę i wskazał na widok za oknem. - Kopuły stwarzają iluzję, że jest dobrze. Za nią rozciąga się pustynia.

- Nie rozumiem... - mówię. 

- Potrzebujesz czasu, by to wszystko pojąć. - Piotr bierze mnie na ręce i sadza sobie na kolanach. 

Siedzimy na fotelu w jednym z pokoi dziennych. Jest tu bardzo jasno, bo jedną ścianą jest szkło, przez które wpadają promienie słońca. 

- Większość ludzi nie wie o tym wszystkim - dodaje mężczyzna. 

- A ty skąd to wiesz? - pytam cicho. 

- Byłem żołnierzem. Sam się do tego przyczyniłem. - Jest bardzo smutny. 

Nie lubię patrzeć na niego, gdy tak się zamartwia. Przytulam go mocno, aż czuję, że się uśmiecha. 

- Dziękuję, maleńka - szepcze. 

- Dlaczego wybuchła ta Wielka Wojna? - pytam. 

- Przez chciwość ludzi - odpiera lekko. - Niektórzy boją się wampirów, inni duchów, a to ludzi powinniśmy się bać najbardziej. 

Rozmyślam chwilę nad jego słowami. To wszystko, co powiedział, jest dla mnie wielkim szokiem. Nie przypuszczałam, że żyjemy w świecie iluzji. Wszystko wygląda tu tak naturalnie, rosną gęste lasy z mnóstwem drzew, które nie mogłyby przecież przetrwać na suchej pustyni. 

Chciałabym zobaczyć prawdziwy świat.

- Kto zbudował te kopuły? - zadaję pytanie. 

- Nie jestem pewien. Wiem, że nasza powstała w parę dni po wybuchu Wielkiej Wojny. Udało się utworzyć w niej niemal idealną kopię wcześniejszych warunków na planecie. Rząd może nawet sterować pogodą. 

Nie mam sił, by to wszystko uporządkować w głowie. Daję mu znak ręką, żeby zamilkł. Patrzy na mnie z czułością. 

- Wszystko dobrze? - pyta. 

- Tak, tylko ja nie potrafię tego ogarnąć - mówię. - Żyłam w jednym wielkim złudzeniu. Mogłam się domyślić wcześniej... 

- Nikt się tego nie domyślał. Wszystkie informacje były tajnie strzeżone - informuje. - Gdy wojskowi z naszej kopuły przyłączyli się do Bereniki, oni zaczęli tu rządzić. Zabili wszystkich w rządzie. Zdominowali mieszkańców. Najpierw się do tego przygotowali, wstrzykując im te okropne przekaźniki przy szczepieniach. 

- A ta twoja uległa? - Podnoszę brew. 

- Ona to robi, bo to kocha. Nie zmuszam jej do tego i nie ma przekaźnika. Wcześniej byliśmy normalną parą - oznajmia Piotr. 

- Gdzie jest granica tej kopuły? - pytam. 

Mężczyzna przygląda mi się uważnie. Boję się, że domyślił się celu mojego pytania. Nie zamierzam jeszcze uciec, ale chcę zbadać teren. A potem wydostać się na świat. 

- Pierwszej granicy pilnują strażnicy - mówi po chwili. - Znasz ich, zniszczyli twój motor, gdy uciekałaś do wioski - śmieje się. - Dalsze tereny, w tym ta twoja wioska, mają słabszą ochronę, ale wciąż są w jakiś sposób bezpieczne. Kopuła kończy się za lasem, okalającym wszystko dookoła. 

- Są tam strażnicy?

- Mała, wiesz, że nie uciekniesz ode mnie, prawda? - pyta, patrząc się na mnie z chytrym uśmieszkiem. 

Rumienię się. 

- Nie o to chodzi... - zaczynam. 

- Wiem, że właśnie o to. Masz w sobie ducha walki. Chciałabyś pewnie zobaczyć, co jest za kopułą, co?

Jak to możliwe, że tak szybko mnie rozgryzł? Kiedyś matka powiedziała mi, że można ze mnie czytać jak z otwartej księgi. Ale nie wiedziałam, że jestem aż taka łatwa do ogarnięcia. 

- No chciałabym. - Wzdycham. 

- Wiesz, chciałem, żebyś była moją małą dziewczynką. Zawsze marzyłem o córce, ale Julia, moja kobieta, która teraz jest suką, nie chciała rodzić mi dziecka. - Głaszcze mnie po policzku. - Ale teraz wiem, że nie nadajesz się do tej roli. To znaczy, wiem, że byłabyś wspaniała jako moja mała laleczka, ale czuję, że cierpiałabyś na uwięzi. 

Robi pauzę i wstrzymuje oddech.

- Co ty na to, żebyśmy razem uciekli?

13.3.18

Sucza natura | rozdział 13

Brak komentarzy
Jest późny wieczór. Przez okno widzę Berenikę. Wysiada z samochodu, a Piotr wychodzi z domu. Słyszę przytłumione krzyki. Kobieta wymachuje rękami. 

- Chcę ją z powrotem! - wrzeszczy, przekraczając próg. - To ja ją wychowałam, dzięki mnie stała się uległą. Nie oddam ci jej, masz mi ją zwrócić!

- Bereniko, to nie jest uległa - odpowiada spokojnym głosem mężczyzna. - To wystraszone dziecko, któremu wojna zabrała rodziców. 

- Nie pierdol, Piotr, kurwa, myślisz, że mnie to interesuje?! - wydziera się kobieta. 

- Nie przeklinaj, gdy ona to słyszy - wtrąca Piotr. 

- A ty co, zrobiłeś się jej ojcem? - szydzi Berenika. 

- To nie jest twoja sprawa. - Mężczyzna prowadzi ją chyba do kuchni.

Na chwilę oboje milkną, a gdy kobieta znów przemawia, muszę wytężyć słuch, by ją zrozumieć. 

- Zapłacę ci za nią. 

Serce we mnie zamiera. Nie chcę wracać do tej kobiety, tutaj jest mi naprawdę dobrze! Modlę się, żeby Piotr nie zgodził się na ten handel. 

- Czyżby?

- Tak, ile tylko chcesz. - Wydaje się być bardzo pewna siebie. 

- Nawet, powiedzmy, milion? 

- Wiesz, że mam tyle pieniędzy. 

- Nie, Bereniko, nie zgadzam się.

Wzdycham z ulgą. Chyba naprawdę go lubię. Wydaje się być dobrym człowiekiem, mimo że mnie tu trzyma na siłę. Może chce mnie uwolnić od tej kobiety? Kiedyś na pewno zwróci mi wolność.

- Ty stary chuju, ona jest moją własnością! - Kobieta uderza w stół, bo słychać huk. 

- Człowiek nie może być czyjąś własnością, Bereniko. 

- Jest niewolnikiem, bycie czyjąś własnością jest wpisane w jej krew!

- Jak ty mało wiesz o życiu... - Ton jego głosy wydaje się być smutny. - To, że najechałaś na Miasto, nie znaczy, że możesz się tu rządzić. Niektórzy może i ci ulegli, ale nie wszyscy. I tą garstkę, która ma jeszcze swój rozum i chce walczyć, będę chronił, bo doskonale ich rozumiem. 

- A co ma ta suka do tego? - pyta Berenika. 

- Nie nazywaj jej tak! 

Po raz pierwszy słyszę złość w głosie Piotra, a potem trzask i pisk Bereniki. Uderzył ją? 

- Wynoś się z mojego domu, albo sama zostaniesz moją niewolnicą, suko! - krzyczy mężczyzna. 

Podchodzę do okna i patrzę, jak wypycha ją za próg. Berenika ma czerwony policzek, więc na pewno ją walnął. I dobrze jej tak. Jest zdenerwowana i chyba płacze. Wchodzi do samochodu i z piskiem opon odjeżdża. 

Kroki zbliżają się do mojego pokoju. Szybko wskakuję pod kołdrę i udaję, że śpię. 

- Drzwi były uchylone, widziałem, jak włazisz do łóżka - szepcze Piotr, wchodząc do pokoju. 

Wzdycham i obracam się w jego stronę. Ma zmartwione oczy i opadłe kąciki ust. Wygląda na zmęczonego i zatroskanego. 

- Dlaczego nie chciałeś mnie jej oddać? - pytam. 

Boję się odpowiedzi i chyba niepotrzebnie zadałam to pytanie. 

- Jesteś dla mnie idealna - mówi cicho, patrząc mi w oczy. - Wiem, że to wszystko nie powinno taj wyglądać, ale w tych czasach nie mam innego wyjścia. Chcę, byś zawsze była przy mnie, bo martwię się o ciebie. Nie poradziłabyś sobie teraz na wolności, że tak to nazwę. Berenika będzie na ciebie polować. Ona nie odpuszcza tak łatwo. 

- A ty mnie obronisz? - Patrzę na niego z nieśmiałością. 

- Tak, zawsze będę cię bronić, malutka. - Całuje mnie w czoło. 

Czuję przyjemne mrowienie na skórze, którą dotykał ustami. Chciałabym spróbować jego ust, ale boję się, że wtedy pomyśli, że daję mu pozwolenie na robienie czego chce z moim ciałem. Wolałabym, żeby nie traktował mnie tak, jak Berenika. 

- Jesteś zmęczona? - pyta. 

- Troszkę tak, ale boję się, że Berenika tu przyjedzie i mnie ukradnie - wyznaję. 

- Nie ma takiej możliwości, złotko. - Uśmiecha się delikatnie. 

- Dobrze, sreberko. - Również podnoszę kąciki ust. 

- Bardzo śmieszne. - Dotyka mnie w nos jednym palcem. 

- A zostaniesz ze mną na noc? - pytam nieśmiało. 

- Jeśli chcesz - odpowiada. 

- To wskakuj - mówię. 

Kładzie się koło mnie, mimo że jest w normalnych ubraniach. Ja wcześniej się już wykąpałam w wannie z mnóstwem piany, a potem przebrałam w piżamę z różowymi słoniami. 

- Dobranoc, kochanie - szepcze, a mnie robi się ciepło na sercu. 

Długo nie mogę zasnąć i kręcę się z boku na bok. Myślę nad Bereniką. Nie chcę do niej wrócić. Tu mi naprawdę dobrze. 

W końcu przytulam się do Piotra, a on mnie obejmuje. Wtedy zasypiam.

12.3.18

Sucza natura | rozdział 12

Brak komentarzy
Ubieram się w ciuchy, złożone w kostkę w rogu łóżka. Pod koszulą nocną miałam założone majtki, ale stanika nie. Zakładam na siebie luźną, zwiewną sukienkę na ramiączkach w kolorze wyblakłej żółci i czarne sandałki. Czuję się już o niebo lepiej, choć nadal jestem osłabiona i mam lekkie zawroty głowy. Chcę wyjść z pokoju, ale drzwi znów otwierają się nim je dotknę. 

- Dzień dobry, ślicznotko. - Przede mną staje Piotr.

Ma na sobie koszulę i ciemne spodnie. Uśmiecha się szelmowsko. 

- Ja... Ja mam parę pytań - dukam. 

- Domyślam się - odpowiada. - Chodź, najpierw zjemy obiad. 

Patrzę w okno. Słońce jest wysoko na niebie, więc rzeczywiście wstałam w środku dnia. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. 

Kiwam głową i mijam go w przejściu. Podąża za mną, mówiąc, gdzie mam skręcić. To naprawdę duży dom. Idę długim korytarzem, potem skręcam w prawo, do salonu, z którego można wyjść trzema różnymi drzwiami. Piotr kieruje mnie prosto i wchodzę do jadalni. Nęcący zapach czułam już w holu, jednak tutaj zaczyna mi ślinka cieknąć. 

Piotr odsuwa dla mnie krzesło i pomaga mi usiąść. Stół jest dość wąski, ale długi. On siada naprzeciwko mnie, a nasze kolana się dotykają. Po mojej prawej mogłoby usiąść jeszcze z sześć osób. 

Na talerzu przed sobą widzę parujący posiłek. Jest to ryż z sosem i kawałkami kurczaka. Pachnie naprawdę pięknie, a mój brzuch zaczyna głośno burczeć. Spoglądam z zażenowaniem na mężczyznę, siedzącego niecały metr ode mnie. On również na mnie patrzy, a w jego oczach dostrzegam rozbawienie. 

- Smacznego, moja mała - mówi, po czym zabiera się do jedzenia. 

Po paru minutach mam pusty talerz, a nadal chce mi się jeść. Dyskretnie rozglądam się po pomieszczeniu, szukając czegoś do przekąszenia. Ściany są tu w ciepłym odcieniu beżu, nie ma okien, a lampy pod sufitem zapewniają łagodne oświetlenie. Piotr widzi, że szukam czegoś, bo chwyta moją dłoń, leżącą na blacie. 

- Jesteś jeszcze głodna? - pyta. 

Kiwam głową. 

- Jeśli za pięć minut nadal będziesz, dostaniesz jeszcze, zgoda?

Ponownie potwierdzam ruchem głowy. Mężczyzna kończy swój posiłek, a ja gapię się na niego. 

- Dlaczego Berenika mnie zostawiła? - zadaję pytanie. 

- Mówiłem ci już, znalazła sobie nową zabawkę - odpowiada. 

- Będziesz moim panem?

- Cóż, nie lubię tego określenia. Będę się tobą zajmował, wychowywał, bronił i opiekował się tobą. Będzie ci tu dobrze, zobaczysz. - Spogląda na mnie, a ja wiem, że nie kłamie. 

- Jak mam się do ciebie zwracać?

- Piotr, proszę pana lub tatusiu. - Uśmiecha się. 

- Dobrze, Piotrze. 

- Wiedziałem, że tą wersję wybierzesz. - Odkłada pusty talerz na mój. - Ale przyzwyczajaj się raczej do słowa tatusiu, bo zaczniemy je często wprowadzać. 

- Ale dlaczego akurat "tatusiu"? Przecież nie jestem dzieckiem. 

No, jeśliby się zastanowić, Piotr jest ode mnie sporo starszy. Ja mam dopiero szesnaście lat, a on ze trzydzieści. Teoretycznie mógłby być moim ojcem. 

- Jesteś moją małą księżniczką. - Mężczyzna wstaje, a ja idę za jego przykładem. 

Podchodzi do mnie i niespodziewanie bierze mnie na ręce jak pannę młodą. Piszczę z zaskoczenia i chichoczę, rumieniąc się. Zanosi mnie do pokoju, w którym spałam. 

- Ale ja chcę do łazienki - mówię. 

Prowadzi mnie więc do ubikacji, gdzie załatwiam swoje potrzeby, a potem biegnę do łóżka i wskakuję na nie. Dlaczego zachowuję się jak dziecko?

- Do twojej porcji dosypałem odrobinę leków rozluźniających - mówi Piotr, jakby czytał w moich myślach. 

- Czemu?

- Żebyś zobaczyła, jak się powinnaś zachowywać. - Śmieje się.

Robię naburmuszoną minę , a on głaszcze mnie po policzku. Pokazuję mu język. Udaje, że mi go urywa, a ja chowam się pod kołdrą. 

- Chcesz spać? - pyta.

- Nie bardzo - odpowiadam. - A co z twoją tamtą drugą niewolnicą, która była z tobą na tej orgii? - Zamyślam się

- Ona jest suką, ty moją księżniczką. Chcesz ją poznać?

- Taak! - krzyczę wesoło. 

- Julia! - Piotr gwiżdże głośno, a w korytarzu słychać kroki.

Po chwili w drzwiach pojawia się głowa kobiety. Piotr przywołuje ją do siebie, klepiąc się w udo. Dziewczyna podchodzi. Jest naga, a we włosach ma wystające uszka. 

- Głos - mówi mężczyzna, a kobieta szczeka. 

Piotr klepie ją po głowie. 

- Dobry piecho. 

Kobieta kręci tyłkiem, w którym jest ogonek. Nie zauważyłam go wcześniej. Musi jej być niewygodnie, pewnie nosi go cały czas. 

- To jest moja mała dziewczynka - mówi do Julki, wskazując na mnie. - Będzie z nami mieszkać, rozumiesz? 

Kobieta szczeka, gapiąc się na mnie. Nie lubię jej. Odwracam się od niej i zakopuję pod kołdrą. 

- Pies, idź do kuchni - rozkazuje Piotr, słychać westchnięcie i jęk zawodu, a potem oddalające się kroki. - Co się stało, misiu?

- Ja jej nie lubię - skarżę się. - Nie chcę jej. 

Piotr odsłania moją buzię spod pierzyny, a ja patrzę na niego z obrażoną miną. 

- No już, nie złość się, słońce. - Pstryka mnie w nos, a ja chcę ugryźć jego palec, jednak mi się nie udaje. - Ona jest pieskiem, możemy ją oddać komuś innemu jeśli chcesz. 

Kiwam głową. 

- Tak, zrób tak - mówię. 

Rzucam mu się na szyję i mocno ściskam. Odsłaniam przy tym swoje majtki, bo sukienka zahaczyła się o coś. Chcę je szybko poprawić, jednak Piotr nie pozwala mi na to. Ogląda różową bieliznę, a potem dotyka mnie między nogami. 

Czuję przyjemne ciepło i wiem, że zaczynam się robić mokra. Mężczyzna chwilę drażni mnie przez materiał, a potem popycha na łóżko. Myślę, że będzie chciał mnie zerżnąć, ale on tylko przykrywa mnie kołdrą. Muszę mieć rozczarowaną minę, bo uśmiecha się do mnie. 

- Mała dziewczynka się napaliła, hm? - mówi. 

Rumienię się i odwracam w drugą stronę. 

- Idę spać. 

- Zdejmij sukienkę, bo będzie ci niewygodnie. Pomóc ci? 

- Tak. 

Siadam, a on ściąga mi przez głowę strój. Przez chwilę patrzy na moje piersi, ale ja szybko owijam się kołdrą. 

- Śpij słodko - mówi i całuje mnie w czoło. 

Zamykam oczy i słyszę, jak wychodzi z pokoju i zamyka drzwi. Czuję się taka zmęczona, ale i szczęśliwa. Chyba jednak tu będzie mi lepiej niż z Bereniką. Z tą myślą zasypiam.

11.3.18

Sucza natura | rozdział 11

Brak komentarzy
Piotr oblizuje się lubieżnie, gdy wychodzimy z pomieszczenia. On zostaje razem ze swoją niewolnicą. Berenika kieruje nas w stronę czerwonego pokoju. Idę normalnie, nie na kolanach. Gdy wchodzimy, tłum właśnie szaleje.

Na podeście stoją dwie kobiety, katujące mężczyznę, który wydziera się wniebogłosy. Żal mi go, ale z drugiej strony, gdy lepiej by się przyjrzeć, widać jego stojącego kutasa. Berenika prowadzi mnie przez tłum, który nie zwraca na nas uwagi. Kobieta trzyma mnie pod łokciem i idzie pierwsza, ciągnąc mnie za sobą. Dostaję parę klapsów w tyłek, ale nie zwracam na nie uwagi. Chcę się wydostać z tego tłoku. Nie lubię być wśród tylu ludzi.

Kątem oka widzę, że pary przy ścianach też robią małe pokazy. Wszędzie widzę penisy i obnażone piersi. Z głośniczków leci szybka melodia, ale nie potrafię zlokalizować, z jakiego instrumentu się wydobywa. Zaczyna boleć mnie głowa od hałasu, jaki tu panuje. Nie chcę już tu być.

- Możemy stąd iść? - pytam Bereniki.

Muszę krzyczeć, żeby mnie dosłyszała. Patrzy chwilę na mnie, po czym wychodzimy z pomieszczenia jednymi z wielu drzwi. Znajdujemy się teraz w długim korytarzu. Jest biały, a po lewej stronie, w równych odstępach, umieszczone są wielkie okna. Popołudniowe promienie układają się na ścianach z prawej.

- Wszystko dobrze? - Berenika patrzy mi w oczy.

Kiwam głową, ale nie czuję się najlepiej. Słabo mi i czuję dziwne skurcze w ciele. Chwieję się i upadam. W ostatniej chwili ktoś mnie łapie. Nie widzę kto, bo mam ciemno przed oczami. Dopiero po chwili odzyskuję wzrok. Okazuje się, że "chwila" trwała ładnych parę godzin, bo przez okno widzę zachód słońca.

Nie wiem, gdzie jestem. Na horyzoncie widać drzewa, więc może Berenika zawiozła mnie z powrotem do domku w lesie? Siadam na łóżku, na którym leżałam. Bolą mnie plecy i czuję łupanie w głowie, a lewa ręka całkowicie mi zdrętwiała. Nie jestem naga, mam na sobie luźną koszulę nocną, szarą w jasnoróżowe małe serca. Idę do drzwi, jednak nie zdążam dotknąć klamki zanim się otworzą. Staje w nich mężczyzna.

- Piotr, co ty tu robisz? - pytam nieprzytomnym głosem.

- To wymaga dłuższych wyjaśnień - odpowiada i bierze mnie za rękę.

Prowadzi mnie z powrotem do łóżka, jakbym była dzieckiem. Kładę się, a on przykrywa mnie kołdrą. Jest dość ciepło, jednak przez moje ciało przechodzi dreszcz. Piotr kładzie mi rękę na czole.

- Masz gorączkę, skarbie - mówi. - Dam ci jakieś tabletki. Leż spokojnie.

Wychodzi, a ja posłusznie nie wstaję. Zresztą, nie mam siły na jakiekolwiek ruchy. Chce mi się spać, tak bardzo jestem zmęczona... Zamykam oczy. Już odlatuję, kiedy czuję, że ktoś mną potrząsa. Nie chcę otwierać oczu. Mruczę coś niewyraźnie.

- Jula... - Ktoś szepce moje imię.

Delikatnie uchylam powieki. Widzę mężczyznę klęczącego przy łóżku. Uśmiecha się do mnie. Jest jakby za mgłą. Obraz się zamazuje... Znów zamykam oczy.

Mężczyzna, jak mniemam, przez mój przyćmiony umysł, rozchyla moje wargi i wsypuje mi do ust jakiś proszek, który rozpuszcza się na języku. To dobrze, że nie muszę nic połykać. I mam w buzi śmieszny, truskawkowy smak.

Czuję jeszcze, że mężczyzna składa na moim czole pocałunek, po czym wychodzi. A ja w końcu zasypiam.

Budzę się z okropnym bólem głowy. Ciałem wstrząsają dreszcze, a mnie jest gorąco pod kołdrą, więc ją strzepuję z siebie. Teraz jednak jest mi zimno. Nie mam sił, żeby się znów przykryć, więc kulę się i otaczam ramionami. Wciąż nie otwieram oczu. 

Słyszę kroki i czuję, jak ktoś otula mnie pierzyną. Mruczę cicho podziękowanie i znów zasypiam. 

Kolejne przebudzenie jest wymuszone. Ktoś głaszcze mnie po włosach, a mnie drapie w gardle. Nie czuję się najlepiej.

- Julia, obudź się, musisz coś zjeść. 

Głos, który to wypowiada, jest miły i zdecydowanie nie kobiecy. Usiłuję otworzyć oczy, ale powieki są takie ciężkie... 

- Julia...

W końcu udaje mi się uchylić powieki. Koło mnie siedzi Piotr, o ile dobrze pamiętam jego imię. On ze mną uprawiał seks... A może to był sen? Gdzie jest Berenika?

- Gdzie... - Nim skończę mówić, palec mężczyzny ląduje na moich ustach. 

- Potem wszystko ci wyjaśnię. Jesteś chora. Przyniosłem ci rosół, a potem zjesz lekarstwa. - Piotr pomaga mi usiąść. 

Opieram się na poduszkach. Boli mnie kark, a oczy szczypią. Trę je chwilę, a potem parę sekund czekam, aż mroczki mi miną. Piotr trzyma w dłoniach białą miskę z parującą zupą. Czuję mdłości na myśl, że mogłabym coś teraz przełknąć. 

Mężczyzna nabiera na łyżkę nieco rosołu i podsuwa mi pod usta. Nie chcę jeść, chcę spać... Ale otwieram je i przełykam gorący wywar. Nie czuję jego smaku. Połykam jeszcze kilka kolejnych łyżek, ale przy następnej kręcę głową i zaciskam mocno usta.

- Jeszcze pięć łyżek - mówi Piotr. 

Patrzę na niego błagalnym wzrokiem. W końcu ulegam, przełykając zupę. 

- Grzeczna dziewczynka - rzuca mężczyzna. 

Palcem otwiera moje usta i wsypuje w nie proszek. 

- To leki zbijające gorączkę i ogólnie pomagające organizmowi wyleczyć chorobę - wyjaśnia. 

Wzruszam tylko ramionami. Chcę wrócić do snu. Piotr pomaga mi się ułożyć i przykrywa mnie kołdrą. 

- Śpij słodko, maleńka - mówi i całuje mnie w czoło. 

Patrzę na niego zdezorientowanym wzrokiem, ale w końcu oczy mi się zamykają i zasypiam.

Śni mi się kłótnia. Do pokoju, w którym leżę, weszła Berenika. Była czerwona ze złości. Krzyczała coś do Piotra i wskazywała palcem na mnie. Mężczyzna mówił opanowanym głosem. Potem Berenika wyszła, a on poszedł za nią. Przez okno wleciał latający koń i kopniakiem zamknął drzwi. Potem zrobił kupę na środku dywanu. Pomyślałam, że Piotr nie będzie z tego zadowolony...

Zimno mi. Odkopuję się z kołdry. Na ciele pojawia się gęsia skórka i ktoś znów mnie przykrywa. Otwieram oczy. Nade mną stoi Piotr. Ma kilkudniowy zarost i zmęczoną twarz. 

- Czemu ty tu jesteś? - pytam.

- Jak się czujesz? - Nie odpowiada na moje pytanie. 

- Jestem zmęczona i trochę mi zimno, ale też gorąco, i w sumie sama nie wiem - mówię.

Na jego twarzy powoli wpełza delikatny uśmiech. 

- Uwielbiam kobiece niezdecydowanie - rzuca. 

- Wyjaśnisz mi w końcu co tu robisz? - Próbuję usiąść, jednak kładzie dłonie na moich ramionach i przyciska do materaca. 

- Leż spokojnie - mówi. - Jestem tu, bo znajdujesz się w moim domu. - Chcę coś powiedzieć, jednak kładzie palec na moich ustach. - A ty jesteś tu, bo zesłabłaś na korytarzu, pamiętasz?

Kiwam głową. 

- Zabrałem cię do siebie, bo jestem lekarzem - ciągnie. - Bereniki tu nie ma, bo znalazła sobie inną zabawkę, Edwarda. Chyba zaczyna lubić bawić się mężczyznami. Po krótkiej sprzeczce pozwoliła mi cię zatrzymać. 

- Ale ja może nie chcę tu być? - pytam, chociaż, szczerze mówiąc, myślę, że tu byłoby mi lepiej niż u Bereniki. 

Piotr wydaje się być opiekuńczym i kochającym mężczyzną. Chociaż, jak wiele razy się przekonałam, pozory mylą i nie należy oceniać ludzi po wyglądzie.

- Cóż, wydaje mi się, że nie masz innego wyjścia - mówi Piotr. - Boli cię coś?

- Trochę głowa i czuję się taka przymulona - szepczę. 

- Rozumiem. Poleżysz jeszcze trochę. Chcesz do toalety?

Kiwam głową. Piotr pomaga mi wstać i prowadzi za rękę do ubikacji. Próbuję mu się wyrwać, ale ma mocny ucisk, a mi brak sił na walkę. Wchodzę sama do małej łazienki i korzystam z niej. Przemywam przy okazji twarz i oglądam się w lustrze. Jestem blada i mam podkrążone oczy, a włosy w nieładzie. 

Wychodzę, a on znów łapie moją dłoń i ciągnie do łóżka. Moje słabe protesty nie robią na nim wrażenia. 

- Ale ja nie chcę spać - marudzę. 

- Potrzebujesz teraz snu - wyjaśnia, kładąc mnie na posłaniu. 

- Nie mogę pooglądać telewizji? - pytam, spoglądając na płaski ekran w rogu pokoju.

- Nie, chcę, żebyś jeszcze pospała - oświadcza.

Przykrywa mnie kołdrą, a ja robię naburmuszoną minę. Piotr całuje mnie w czoło i przez chwilę trzyma rękę na moim policzku, po czym uśmiecha się delikatnie i wychodzi z pokoju, gasząc światło. Jest noc, więc w pomieszczeniu robi się ciemno, a ja nie zauważam nawet, kiedy zasypiam.